Monday, February 5, 2018

Ścieżka Soft Skills @ 4Developers




W tym roku proponujemy Wam nowy format ścieżki Soft Skills
  • talk trwa 12 minut
  • warsztat trwa 60 minut

Może na początek wyjaśnię skąd ta zmiana. Jestem częstym bywalcem różnego rodzaju konferencji zarówno jako uczestnik jak i prelegent. Jeśli popatrzymy na ścieżkę konferencyjną jak na ciąg zdarzeń dostarczających wartości uczestnikom, to ja widzę następujące straty:

  • zbyt długi czas opowiadania o sobie - sorry, ludzie nie po to zapłacili za bilet po to, żeby posłuchać o biografii prelegenta, ile ma certyfikatów,
    w ilu meetupach się udziela itd; przyszli po to, aby: dowiedzieć się czegoś, posłuchać o czyichś doświadczeniach, skonfrontować swoje przemyślenia, ponetworkować

  • take aways zakomitej większości prezentacji, które widziałem można zmieścić w kilkanaście minut jeśli nie mniej, reszta to wypełniacze i luźno powiązane z tematem historie,

  • OK, że Twoja firma szuka developerów, ale zapraszamy do zostania partnerem konferencji

  • tak, istnieje rodzaj prezentacji, w której celem jest wciągnięcie uczestnika w ciekawą historię i dostarczenie mu rozrywki - jako mentor ścieżki Soft Skills mam na nią inny pomysł; ma ona dostarczać wartość, rzeczy które będziesz mógł wykorzystać w swojej pracy; rozrywkę zapewni Ci before/after party

Poniżej zamieszczam kilka wskazówek, jak przygotować talk/warsztat w nowej formule

Daj się zgooglować

Zminimalizuj część związaną z przedstawianiem się. W ciągu 12 minut naprawdę nie ma na to czasu. Jeśli z Twojej prezentacji uczestnicy dowiedzą się wyłącznie kim jest prelegent i czym się zajmuje, będzie to dla nich zerowa wartość. No, chyba, że jesteś sławnym piłkarzem czy kimś tego pokroju. Aczkolwiek, o ile się orientuję, nie mamy budżetu na takowych.

Daj się więc zgooglować. Zadbaj o swoje profile: LinkedIn, Twitter, GitHub, FB i pozwól uczestnikom samodzielnie podjąć decyzję, czy chcą się dowiedzieć o tobie czegoś więcej

Single Responsibility Principle

Skup się na JEDNEJ rzeczy. Jeśli potrzebujesz głębszej inspiracji w tym temacie - przeczytaj TĘ KSIĄŻKĘ.

Lepiej dla uczestnika jeśli z Twojej prezentacji dowie się "wszystkiego o czymś" niż "coś o wszystkim".

Sformułuj take away

Jeśli przedstawiasz jakąś ideę, to uczestnik wychodzący z Twojej prezentacji musi mieć bardzo konkretną odpowiedź na pytanie: "I co ja mam teraz zacząć robić?". To jest "take away" z prezentacji. W związku z tym dokładnie przemyśl: czego uczestnik ma się nauczyć albo na jakie pytanie ma znaleźć odpowiedź w trakcie słuchania Twojej prelekcji.

Rób to, co mówisz

Gdy prowadzisz warsztat na temat autoprezentacji, to prezentuj się zgodnie z tym, co prezentujesz...Trudno o gorszy fail niż mówienie jednego, a robienie czegoś innego. To tak jakbyś krzyczał do kogoś: "Nie krzycz na mnie!".

Pamiętaj, że słowa uczą a przykłady pociągają. Na warsztacie oprócz tego, co powiesz, ważne jest również czy stosujesz względem uczestników to, o czym opowiadasz. Ludzie więcej uczą się przez obserwację niż poprzez przyswajanie treści. Zatem rób to, co mówisz.

Tak, to jest trudne

Przygotowanie i poprowadzenie wartościowej prezentacji 12 min. jest trudniejsze niż talk 1h. W trakcie godzinnej prezentacji możesz "zarzucić" słuchaczy dużą ilością informacji na różnym poziomie szczegółowości. A jeśli dodatkowo przepleciesz je dobrymi historiami albo żartami, uczestnicy będą mieli wrażenie, że "było dużo i było fajnie". Niestety jest to tylko wrażenie.

W ciągu 12 min. tak się nie da. Albo przekażesz konkret albo od razu widać, że "król jest nagi".

Przetestuję na sobie

Jako pomysłodawca tego eksperymentu, przetestuję go na sobie pierwszej kolejności. Poprowadzę pierwszą prezentację na ścieżce, więc jeśli coś ma pójść źle, to zbiorę feedback jako pierwszy i będziesz miał chociaż chwilę na wprowadzenie poprawek do swojej prezentacji :)

Jeśli nie będziemy mieli wystarczającej ilość zgłoszeń, aby zapełnić agendę, poprowadzę również 60 min. warsztat.

Wizja ścieżki na 2019

Od dłuższego czasu marzy mi się poprowadzenie takiej prezentacji, aby uczestnicy mogli dawać mi feedback w czasie rzeczywistym. Wyobrażam to sobie tak:

  • prowadzę prezentację, a na ścianie wyświetla się wykres z poziomem zainteresowania uczestników słuchających wystąpienia
  • każdy z uczestników może na bieżąco np. poprzez apkę mobilną oznaczać swój poziom zainteresowania tym, co mówię np.: czerwony, żółty, zielony
  • moim zadaniem jest takie modyfikowanie sposobu prowadzenia on-the-fly, aby maksymalizować satysfakcję uczestników
  • mam nadzieję, że ten pomysł uda się zrealizować na przyszłym roku
  • proponuję następujące MVP: tylko moje wystąpienie poprowadzone w ten sposób albo tylko dla chętnych

Saturday, November 18, 2017

Getting Things Programmed najlepszą książką informatyczną w 2017r.

Wiadomość z ostatniej chwili!


Dziękuję za wyróżnienie! Przyznam, że najwartościowszą rzeczą, która przyszła razem z tą nowiną były dwie rzetelne recenzje od Kapituły Konkursu. Uwzględnię je w drugim wydaniu, o które Wydawnictwo ostatnio się dopytuje.

Co z tym analitykiem?

Kiedyś napisałem na gorąco o kilku sprawach, o których powinien wiedzieć analityk. Już po siedmiu latach mam kolejną refleksję o roli analityka :)

Jak wiadomo konsultanci nigdy nie mówią wprost, zacznijmy zatem od pewnej historii...

Jak urządzić mieszkanie?

Sęk w tym, że nie bardzo wiem jak. Moje kawalerskie kwatery przypominały koszary. Z tego względu dla uwicia rodzinnego gniazda postanowiłem skorzystać z profesjonalnej pomocy.

Projekt wykonawczy - bo o tym mowa - został wyceniony przez architektów na 6,1k. OK, pomyślałem, jeśli ma być dobrze i full profeska, to niech będzie.

Akcja rozpoczęła się od inwentaryzacji, a efektem - jak mnie pouczono - miał być PROJEKT WYKONAWCZY. Kompleksowa dokumentacja dla wykonawcy wykończenia, dzięki któremu będzie on mógł "zrobić" mieszkanie kropka w kropkę w zgodzie z zamysłem architektów.

-- Czyli moja ekpia będzie wszystko wiedziała co i jak z tego projektu?
-- Tak! - zdecydowanie potwierdzili architekci - Nie będą musieli zadawać żadnych pytań.

Skąd ja to znam - przemknęło mi przez głowę.

-- Więcej wiary! - skrytykowałem się w myślach - przecież budowle wznosi się od tysięcy lat. Architekci nie są w ciemię bici i wyłożyłem pierwszą ratę - 3,3k.

Co z tą fugą?

Projekt rzeczywiście robił wrażenie: gruby z zewnątrz, a w środku wszystko szczegółowo rozrysowane. Nawet rozłożenie płytek w łazienkach zostało precyzyjnie zaplanowane tak, że odniosłem wrażenie, iż sam bym sobie wykończył to mieszkanie, posługując się rzeczonym projektem. Bez słowa wyłożyłem drugą ratę - 2,8k.

Któregoś dnia zadzwonił do mnie Pan Czarek - główny specmajster z ekipy wykonawczej.

--Panie Michale, fugi się nie schodzą...

Fugi nie schodziły w dolnej łazience. Rząd płytek drewnianych jakoś nie chciał spasować się z płytkami ceramicznymi. Ale łaj?

Wnikliwa analiza w składzie: ja, ekipa i architekt zaowocowała oczywistą odpowiedzią - do projektu wkradł się błąd. Płytki drewniane miały wysokość nie 30cm lecz 31,5cm !

Jak to możliwe - zachodziłem w głowę. W projekcie za prawie 7 klocków takie rzeczy? Architektom trzeba oddać jedno, że sytuację uratowali - i tym razem i w kolejnych przypadkach.

Panie Michale, nie jesteśmy idiotami

-- Panie Michale, nie jesteśmy idiotami - zaczął majster Czarek. -- Przecież ja wiem, jak położyć płytki. No, ale kazał Pan robić wg projektu, a ja z projektem nie będę się kłócił. Po co oni tu piszą, że "drzwi mają być z podcięciem wentylacyjnym? Przecież wiadomo, że mają być podcięte. Po co piszą, że kibel ma być wiszący? Przecież jak go Pan przywiezie, to się okaże czy wiszący, czy stojący.

Tu Pan Czarek pokazał mi, jak wyobraża sobie projekt wykonawczy.

-- A gdzie reszta szczegółów? - zapytałem zdziwiony.
-- Resztę, to sobie dogadamy.

Coś tu poszło nie tak

Mieszkanie zostało wykończone jak trzeba. Siedziałem zadumany na schodach, trzymając w ręku PROJEKT WYKONAWCZY - plik kartek, za który zapłaciłem 6,6k. Coś tu jednak poszło nie tak.

Nie kwestionuję ceny za pracę architektów, wiadomo, że robota kosztuje. Kwestionuję cel, do którego wspólnie się skomitowaliśmy. Nie chciałem płacić za projekt, bo te rysunki nie mają dla mnie żadnej wartości. Chciałem zapłacić za doprowadzenie mieszkania do takiego stanu, jaki spodobał mi się na rysunkach. O to mi chodziło!

A co z tym analitykiem?

Analityk w zespole, analityk jako PO, analityk jako Proxy PO...itd. Każda z tych konfiguracji ma sens. Tyle, że analityku! Twoim celem nie jest wysmażenie BPMNów, UMLi, czy cholera wie czego tam jeszcze. Twoim celem jest dostarczenie tego, czego chce klient. Wespół z innymi wykonawcami na przykład z zespołem deweloperskim. Nie bez powodu na rynku pojawiły się biura architektoniczne mające własne ekipy.

Zauważ, że w opisanym przykładzie nie można mieć żalu ani do architektów, ani do ekipy. Problem leżał w tym, że setup organizacyjny pracy był niewłaściwy. Architekci poprzez zakontraktowanie PROJEKTU mieli inny cel niż ekpia.

Chociaż sam prowadziłem wiele szkoleń z UML, jestem raczej niechętny tego rodzaju formalnym notacjom. Ich intencja jest szczytna, ale prowokują one sytuacje, w których to chęć stworzenia poprawnego modelu zastępuje cele klienta. O wiele bardziej przemawiają do mnie nieformalne notacje "free form diagrams" prezentowane chociażby przez Simona Browna w "Software Architecture for Developers".

O tym, że, mało który deweloper używa UMLa zgodnie ze specyfikacją, nawet nie wspominam.